a-rycerki

– Wybierasz się dziś na rycerzy? – usłyszałem jakiś czas temu przy okazji odbywającego się w Mińsku turnieju rycerskiego. – Tak – przyznałem odruchowo, dopiero po chwili uświadamiając sobie, czego tak naprawdę dotyczyło pytanie. Rycerze. Większości osób odtwórstwo historyczne kojarzy się właśnie z wojami w ciężkich zbrojach, a przecież ruch rekonstruktorski to nie tylko rycerze. Wielu mężczyzn czy to z braku funduszy, czy też niechęci do parania się walką wybiera dla siebie inne role, a obok mężczyzn są jeszcze kobiety. I to właśnie im pragnę poświęcić ten artykuł.

Kobiety w Ruchy Rycerskim są od dawna, wydaje się jednak, że ich rola wciąż pozostaje niedoceniana przez postronnych obserwatorów. Warto pamiętać, że nie stanowią one jedynie ozdoby dla zakutych w stal wojowników, lecz integralną i ważną część tego środowiska. No bo co taki rycerz pocznie bez opiekuńczej damy u swego boku? Skupiony na wojaczce nie ma czasu na tak przyziemne rzeczy, jak organizacja strawy. Byle co zje, byle czym popije, a potem jedyne boje, jakie będzie toczyć, to te z własnym żołądkiem w obozowej latrynie. Albo weźmy te wszystkie bogato zdobione stroje czy dumnie powiewające chorągwie. To właśnie dzięki kobiecym talentom rekonstruktorstwo nabiera realnych kształtów. A jak one same odnajdują się w tym środowisku? Postanowiłem w tej kwestii zasięgnąć wiedzy z pierwszej ręki. Ola, Marta oraz Olga to trzy młode dziewczyny od lat związane z Ruchem Rycerskim. Ola, na co dzień studentka Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, w Ruchu Rycerskim udziela się od 2010 roku. – Moi cioteczni bracia zajmowali się odtwórstwem historycznym już od kilku lat, a ja – młodsza siostra – słuchałam z zainteresowaniem i fascynacją, jak opowiadali historie z kolejnych turniejów. W końcu nadszedł czas, że Maciek, młodszy z braci, a przy okazji dowódca, zaproponował, abym pojechała z nimi na swój pierwszy w życiu turniej rycerski. Pojechałam i… było fantastycznie! Klimat, historyczne namioty, wełniane, jedwabne i lniano-bawełniane stroje oraz średniowieczna muzyka tworzyły naprawdę niesamowity efekt – mówi zafascynowana. Jednak to, co zafascynowało ją w Ruchu Rycerskim to chyba ludzie. – Masa nieznanych ludzi, którzy od początku byli jakoś dziwnie bliscy, jakby się ich znało od wielu lat. Każdy z każdym rozmawiał bez żadnych problemów. Bardzo mi się to spodobało… i po turnieju zostałam członkinią Bractwa Rycerskiego w Mińsku Mazowieckim. Potem przez sezon wyjazdowy przewinęło się jeszcze sporo turniejów, na które jeździłam z zafascynowaniem. Tak zostało do dziś – dodaje z uśmiechem. Czym zajmuje się w rekonstrukcji? – Obecnie zajmuję się fire-dancem, czyli tańcem z ogniem. Przez jakiś czas zajmowałam się strzelaniem z łuku, miałam nawet kilka razy walczyć w zbroi! Wyjeżdżając na turnieje, jestem markietanką, czyli zajmuję się pojeniem rycerzy podczas walk. Oczywiście każdy potrzebuje czegoś do jedzenia, dlatego często zdarza się, że jestem w kuchni i przygotowuję posiłki dla naszego bractwa – przyznaje. Kolejna z dziewcząt, Marta, swą przygodę z Ruchem Rycerskim zaczęła nieco później.

– Jest to mój czwarty aktywny sezon, ale Bractwu Rycerskiemu Ziemi Mińskiej przyglądałam się już ładne kilka lat wcześniej. W gimnazjum dostałam łuk z tworzywa sztucznego, młodzieżowy i o słabiutkim naciągu, ale wtedy po raz pierwszy przyszło mi do głowy, że mogłabym wejść w coś takiego – wspomina. Niestety, odtwórstwo historyczne to dość kosztowne hobby. To i natłok innych zainteresowań sprawiły, że wówczas Marta zarzuciła myśl o Ruchu Rycerskim, ale nie na zawsze. – Odkąd pamiętam, lubiłam robić przebierane sesje fotograficzne z koleżankami. Do tego interesowała mnie tematyka fantasy i wolałabym być księżniczką czy wojowniczką z takich realiów. Kiedy poszłam na studia, straciłam niemalże kontakt z moją dawną grupą znajomych. Nowi, choć mili, to w większości niestety „nie ta bajka” – przyznaje. W ramach poszukiwań ludzi, z którymi mogłaby dzielić swe pasje, postanowiła zapisać się do mińskiego bractwa. Na miejscu okazało się, że może uczyć się strzelania z łuku, co stanowiło dla niej miły powrót do dawnej pasji. Wkrótce zabrała się też za szycie swej pierwszej sukni. – Ponieważ nigdy nie lubiłam się za bardzo z maszyną do szycia, zrobiłam to ręcznie. Potem dowiedziałam się, że w rekonstrukcji jest to jak najbardziej na plus – mówi. Szybko wciągnęła się w przeglądanie różnych portali, jak FREHA czy blogów krawcowych-rekonstruktorek. W poszukiwaniu inspiracji czerpie też z manuskryptów i ikonografii dostępnej w sieci. Chociaż bractwo, do którego należy, odtwarza „okres około grunwaldzki”, ją samą bardziej ciągnie do wieku XIV. Jaką postać odgrywa w bractwie? – Jak dotąd odtwarzałam młodą mieszczkę tudzież bogatą chłopkę, choć wynikało to z etapowego zdobywania nowych przedmiotów i cóż, znikomych umiejętności krawieckich – mówi Marta, choć jak sama przyznaje, polubiła szycie. Docelowo chce odtwarzać bogatą damę ze stanu rycerskiego. Nie kryje jednak, że damom w kilku warstwach sukni podczas upałów jest niewiele lżej niż rycerzom. Dla Olgi przygoda z rekonstrukcją trwa nieprzerwanie od 2006 roku. Zaczęło się od wyjazdów z Polskim Towarzystwem Turystyczno-Krajoznawczym. Podczas nich poznała ludzi, z którymi wpadła na pomysł, by zająć się odtwórstwem historycznym. – Od szalonego pomysłu do realizacji nie było daleko. Rozpoczęły się plany, spotkania, zdobywanie strojów itd. Jednak o całkowitym pochłonięciu przez odtwórstwo można u mnie mówić na pierwszym turnieju w Pułtusku w 2007 roku, gdzie poznałam mnóstwo fantastycznych ludzi i poczułam prawdziwą atmosferę ruchu rycerskiego. Wiedziałam, że szybko tej przygody nie zakończę – wspomina. Ze względu na inne zobowiązania w ciągu ostatnich sezonów Olga musiała wycofać się nieco z aktywnej działalności, jednak wcześniej zajmowała się turniejową kuchnią, a na osławionych Grunwaldach – pojką, czyli najbardziej wyczekiwaną przez gotujących się w zbrojach rycerzy osobą. – Nie ma co ukrywać, jeżdżę tam dla ludzi, nie dla konkurencji – przyznaje rozbawiona.

Ola, Marta i Olga to tylko niewielka część kobiecego udziału w Ruchu Rycerskim, a kobiet takich jak one jest znacznie więcej. Z powodzeniem startują w konkurencjach łuczniczych, wyczyniają akrobacje z ogniem, z pomocą igły i nici wyszywają prawdziwe cudeńka, a gdy przyjdzie czas biesiady, umilają czas pieśnią i strawą. Dlatego też gdy następnym razem przyjdzie nam chęć, by wybrać się na turniej, pamiętajmy, że obok rycerzy są też damy.

Albert Bakuła
Latest posts by Albert Bakuła (see all)
https://www.nowydzwon.pl/wp-content/uploads/2016/09/A-Rycerki-1024x768.jpghttps://www.nowydzwon.pl/wp-content/uploads/2016/09/A-Rycerki-300x300.jpgAlbert BakułaAKTUALNOŚCIMińsk Mazowiecki,rycerze
- Wybierasz się dziś na rycerzy? - usłyszałem jakiś czas temu przy okazji odbywającego się w Mińsku turnieju rycerskiego. - Tak - przyznałem odruchowo, dopiero po chwili uświadamiając sobie, czego tak naprawdę dotyczyło pytanie. Rycerze. Większości osób odtwórstwo historyczne kojarzy się właśnie z wojami w ciężkich zbrojach, a przecież...