szybowiec

Najsympatyczniejsze dla niego w uprawianiu tej dyscypliny sportu jest bliskie obcowanie z naturą i możliwość podziwiania niesamowitych widoków. Za jedno ze swoich najważniejszych osiągnięć uważa pokonanie, pomimo słabej pogody, trasy liczącej trzysta kilometrów. Podobnie jak jeden z bohaterów komedii „Wniebowzięci” uważa, że „człowiek musi sobie czasem polatać”. Tym razem rozmówcą Tomasza Adamczak został przedstawiciel Aeroklubu Ziemi Zamojskiej utalentowany miłośnik szybownictwa, ubiegłoroczny wicemistrz Polski juniorów, mińszczanin Wiktor Czubski.

„Sporty lotnicze pozwalają spojrzeć na świat i życie z zupełnie innej perspektywy. I dlatego są takie piękne” – powiedział niedawno jeden z najbardziej utytułowanych polskich pilotów Janusz Darocha. Podziela Pan jego opinię?

– Człowiek od wieków stara się ujarzmić żywioł powietrza, ponieważ fascynowały go latające istoty, a w dzisiejszych czasach lotnictwo jest na tyle rozwinięte, że możemy się przemieszczać po całym świecie właśnie za pomocą samolotów. Jak w każdym fajnym hobby ktoś postanowił zrobić z tego sport. Szybownictwo jest dyscypliną, która wymaga poświęcenia czasu, dużej pokory i cierpliwości. Latając na szybowcach najczęściej nie mamy silnika czy innej dodatkowej siły napędu – jesteśmy jedną z najbardziej eko-dyscyplin na świecie, korzystamy niemalże wyłącznie z dobrodziejstw natury.

Mińsk Mazowiecki nie posiada większych, a nawet mniejszych tradycji związanych z szybownictwem. Dlaczego Pan zainteresował się więc tą dyscypliną zaliczaną do sportów lotniczych?

-Mińsk Mazowiecki faktycznie nie jest związany z szybownictwem ale posiada bazę lotniczą wraz z lotniskiem i w zasadzie dlatego przeprowadziliśmy się tutaj wraz z rodziną. Było to spowodowane przeniesieniem mojego taty na etat pilota MiGa-29. A jeśli chodzi o zaszczepienie we mnie pasji latania to jest to zasługa moich rodziców, dzięki którym już jako dziecko oswajałem się z kulturą pilotów oraz mechaniką i budową szybowców.

W jaki sposób rozpoczęła się Pana przygoda z uprawianiem tego rodzaju aktywności?

– Od najmłodszych lat moi rodzice oraz dziadkowie zabierali mnie na lotniska, gdzie bawiłem się pomiędzy szybowcami, a jak natrafiła się okazja (a było ich dużo) to latałem z moją mamą na „patykach” a z tatą na samolotach. Pierwszych lotów z mamą na szybowcu nie jestem nawet w stanie sobie przypomnieć, ale wiem że było to we Wrocławiu. Kolejnym klubem szybowcowym w którym uczyłem się obycia lotniczego był Aeroklub Nadwiślański w Lisich Kątach, wtedy jeszcze byłem za młody żeby latać samemu, ale zawsze starałem się wcisnąć na lot z zaznajomionym instruktorem. Po prostu chciałem być w powietrzu jak najczęściej.

Reprezentuje Pan barwy Aeroklubu Ziemi Zamojskiej. Co spowodowało, że wybrał Pan właśnie tę placówkę do rozwoju swojej kariery?

-Do Zamościa trafiłem w zasadzie przez przypadek. Wiedziałem, że wyszkoli mnie moja mama a pomagać będzie mój tato i siostra, więc szukałem najbliższego klubu oraz w miarę taniego. A ponieważ Aeroklub Ziemi Zamojskiej oferował i w zasadzie nadal oferuje najtańsze szkolenia oraz super atmosferę to wybrałem właśnie ten klub. Dodatkowo bardzo dobry termicznie teren sprawia że lata się tam naprawdę super, a brak stref dla lotnictwa wojskowego sprawia, że można się rozwijać latając na przeloty.

Do tej pory osiągnął Pan w szybownictwie niejeden sukces. Który z nich uznaje Pan za najważniejszy i dlaczego?

– To trudne pytanie, ponieważ latam z miłości. Każdy lot jest inny i daje mi bardzo dużo frajdy oraz za każdym razem uczę się czegoś nowego. Nie posiadam jeszcze wybitnych osiągnięć lecz jako największe osiągnięcie uważam lot z 2015r. kiedy mimo słabych warunków obleciałem trasę 300km na szybowcu PW-5, oraz lot z roku, w którym obleciałem najdłuższą trasę w swoim życiu czyli 600km na szybowcu LS-8 należący do Szybowcowej Kadry Narodowej.

Rozmawiając z przedstawicielami różnych dyscyplin sportu nie potrafię uniknąć jednego ze standardowych pytań. Brzmi ono: w jaki sposób przygotowuje się Pan do kolejnych startów w zawodach?

– Start w zawodach jest bardzo wyczerpujący, trzeba być wytrzymałym kondycyjnie aby wysiedzieć w szybowcu kilka godzin w pełnym skupieniu i ciągłym logicznym myśleniu. Nawet na chwilę nie można się zdekoncentrować ponieważ grozi to wypadkiem. Dlatego ważny jest trening mentalny i fizyczny. Staram się ćwiczyć regularnie, chodzę na basen, kopię w piłkę, umysł przygotowuję słuchając muzyki, czytając książki, a także gram w gry, które pomagają mi w lepszej koncentracji czy poprawiają logiczne i szybsze myślenie. Jako drużyna, przeprowadzamy również spotkania z psychologiem sportowym Szybowcowej Kadry Narodowej i podczas sesji omawiamy różne aspekty, takie jak radzenie sobie ze stresem czy lepsze skupianie się na danym zadaniu.

Co jest według Pana najsympatyczniejsze w uprawianiu szybownictwa, a z drugiej strony co jest dla Pana najważniejszym powodem do refleksji „czasem mam już tego dość”?

-Najsympatyczniejsza część szybownictwa to moim zdaniem bliskie obcowanie z naturą i niesamowite widoki. Jednak najlepsze słowo jakie może określić szybownictwo to niewątpliwie: ,,WOLNOŚĆ’’. Oczywiście zdarzały mi się sytuacje, kiedy miałem już dość i strasznie irytowałem się na trasie widząc jak mi słabo idzie, wtedy miałem ochotę otworzyć hamulce, jak najszybciej wylądować i zapomnieć o całym locie. Z drugiej strony miałem sytuacje kiedy już znużony i wkurzony lotem przyleciałem na lotnisko i ku wielkiemu zaskoczeniu wygrywałem konkurencję. Trzeba pamiętać żeby walczyć do końca.

Pana ulubiony model szybowca to…

-Najbardziej podoba mi się polski szybowiec SZD-56-2 Diana 2, najlepsza maszyna w klasie 15m na świecie. Niestety nie miałem okazji jeszcze nim lecieć. Z dotychczasowych szybowców na których latałem najmilej wspominam niemieckiej produkcji szybowiec LS-8.

Co jest najtrudniejsze w pilotowaniu szybowca?

– Najtrudniejsze w pilotowaniu szybowca jest świadomość o braku silnika. Z tego powodu trzeba myśleć kilka kroków w przód, żeby nie zrobić sobie krzywdy lub doprowadzić do niebezpiecznej sytuacji. Samo pilotowanie zależy od modelu, każdy szybowiec zachowuje się inaczej i ma inne charakterystyki lotne. Jeden wybaczy każdy błąd pilota a inny od razu wejdzie w niebezpieczną konfigurację. Dlatego tak ważny jest trening oraz „wlatanie” się w szybowiec przed zawodami.

Być może uzna Pan to pytanie za banalne, ale czy posiada Pan obszary, nad którymi z różnych względów lubi Pan latać?

-Rodzaj terenu odgrywa bardzo istotną rolę w szybownictwie. Najlepsze warunki do latania na szybowcach występują w Afryce, ale niestety nie jestem w stanie poświęcić kilku miesięcy aby wybrać się nad ten teren. Najsympatyczniejsze wspomnienia i najciekawsze doświadczenia mam z latania w górach. Teren górzysty diametralnie różni się od nizin, ponieważ zbocza powodują inny kąt padania słońca na ich skały, a dodatkowym czynnikiem jest tutaj wiatr, który polepsza warunki lub potrafi płatać figle. Latałem po słowackiej stronie Tatr i naprawdę zakochałem się w górach. Jest to niezapomniany widok, kiedy lecisz kilka metrów nad szczytami a narciarze zjeżdżający ze stoku machają do ciebie kijkami i jest się na tyle blisko że można przeczytać markę nart. Odpowiadając krótko – góry to jest to.

Szybownictwo w Polsce posiada duże tradycje. Osiągnięcia takich osób jak np. Adela Dankowska, Janusz Centka, Sebastian Kawa lub Jerzy Makula cieszyły się i cieszą ogólnopolskim zainteresowaniem. Czy wśród rodzimych zawodniczek i zawodników, którzy odnosili sukcesy w tej dyscyplinie sportu posiada Pan swoich bohaterów?

-Oczywiście. Aczkolwiek może nie nazwałbym go mianem bohatera, ale to na pewno mój autorytet – Pan Karol Staryszak. Wiele znakomitych osiągnięć w szybownictwie, a do tego jest zawsze chętny do koleżeńskiej pomocy, udziela rad i przestróg związanych z lataniem.

Całkiem niedawno było głośno o przelocie Sebastiana Kawy nad Mount Everestem. Jak ocenia Pan to osiągnięcie?

-Cały świat lotniczy patrzył z podziwem na ten wyczyn, ja również śledziłem na bieżąco dokonania Pana Sebastiana Kawy oraz Pana Krzysztofa Stramy, ponieważ lecieli w tedy razem. Nadal jestem w szoku jak bez specjalnego kombinezonu oraz hermetycznej kabiny można się wznieść na taką wysokość. Jednak rekord Polaków został już pobity przez szybowiec Perlan 2 który wzbił się na wysokość 23km nad powierzchnię ziemi.

Szybownictwo to dyscyplina sportu znacznie odmienna od innych uznawanych za popularne np. wśród młodzieży takich jak piłka nożna, siatkówka lub sztuki walki. Jak Pana bliscy odnieśli się do Pańskiej decyzji o zaangażowaniu się w ten rodzaj sportu lotniczego?

– Jak wspominałem wcześniej, rodzice wszczepili we mnie bakcyla do szybownictwa i nie zamierzam odpuszczać treningu czy też zawodów ponieważ ten sport jest ,,passe”. Nie mam pojęcia czy osoby, które mnie otaczają są dumni czy też nie za bardzo im się to podoba, że akurat ten sport sobie upodobałem. Jednak daje mi on wiele satysfakcji i radości. Nie zamienię szybowca na żaden stadion z ogromną publicznością.

Wydaje się, że szybownictwo jest obecnie mniej widoczne w mediach niż dajmy na to jeszcze ćwierć wieku temu. Jak Pan sądzi co ma wpływ na ten stan rzeczy?

-Akurat tu się nie zgodzę, ponieważ ostatnimi czasy szybowce bardzo się rozwinęły, tak samo jak związana z nimi medialność. Na każdych zawodach na jakich miałem przyjemność latać, przyjeżdżała przynajmniej jedna lokalna telewizja, która kręci materiał, robi zdjęcia, wywiady z pilotami i naprawdę się tym interesuje. W Internecie można oglądać tak zwany live-streaming z rozgrywanych zawodów i mam skrytą nadzieję, że może kiedyś choć raz na kanale sportowym zobaczę zamiast rozgrywki szachów wyścig szybowców. Zdaję sobie sprawę z tego, że pewnie nigdy szybownictwo nie będzie na topie oglądalności, ale przecież nie latamy dla publiki lecz dla siebie – wiadomo, od czasu do czasu można zrobić jakieś niskie przejście w ramach show i zainteresować ludzi zgromadzonych na lotnisku.

Jeden z bohaterów polskiego filmu pt. „Wniebowzięci” twierdzi w pewnym momencie, że „Człowiek musi sobie czasem polatać”. Pan też tak uważa?

Oczywiście, zgadzam się z tym zdaniem całkowicie. W tym miejscu zacytowałbym też jegomościa Leonardo da Vinci który powiedział ,,Wystarczy, że raz doznasz lotu, a będziesz zawsze chodził z oczami zwróconymi w stronę nieba, gdzie byłeś i gdzie pragniesz powrócić’’.

Dlaczego Pana zdaniem warto zainteresować się uprawianiem szybownictwa lub choćby śledzeniem sukcesów polskich przedstawicieli tej dyscypliny sportu?

– Szybownictwo daje pilotowi wiele przydatnych umiejętności. Sprawdzają się one w życiu codziennym i zawodowym. Oprócz tego ludzie szukają jakiejś formy wolności od zgiełku pracy, a szybownictwo daje tą możliwość ,,wolności” w każdym wymiarze. Jeśli chodzi o śledzenie Polskich pilotów szybowcowych to naprawdę mamy się czym pochwalić, ponieważ w naszym kraju lata mnóstwo utalentowanych pilotów, którzy zdobywają medale na wszelakich imprezach międzynarodowych. A jak wiadomo jeśli sportowiec zdobędzie medal to cieszy się z niego cały naród – a Polscy piloci przywożą ich naprawdę dużo. Jako kibice powinniśmy wspierać nie tylko sporty medialne ale przede wszystkim sporty w których mamy osiągnięcia.

Pana marzeniami związanymi z zajmowaniem się szybownictwem są…

– Moje marzenia związane z szybownictwem? Jest ich naprawdę wiele. Takim największym ze wszystkich jest chęć posiadania szybowca z silnikiem dzięki któremu mógłbym sam wystartować i oczywiście chciałbym latać kiedy tylko mam ochotę i bez „przyziemnych” ograniczeń. Dziękuję za możliwość odpowiedzi na pytania i korzystając z okazji chciałbym bardzo serdecznie podziękować moim sponsorom: Firmie Bakun, KenBit, fundacji Spadkobierców Dywizjonu 303, oraz firmie która wspiera mnie od początku sportowej kariery – Jackonet ze Starej Niedziałki. Dziękuję również miastu Mińsk Mazowiecki za wsparcie stypendialne.

 

Tomasz Adamczak

Na łamach naszego tygodnika zamieszczam artykuły dotyczące różnej tematyki. Choć jestem odpowiedzialny za dział sportowy i przygotowywanie rubryki „Co?Gdzie?Kiedy?” nie obce mi jest pisanie relacji z wydarzeń kulturalnych i samorządowych z powiatu mińskiego, a także garwolińskiego. Prywatnie jestem szczęśliwym ojcem i mężem albo mężem i ojcem. W wolnym czasie zbieram grzyby, tracę pieniądze na allegro, chodzę do biblioteki oraz skaczę ze spadochronem.
Tomasz Adamczak

Latest posts by Tomasz Adamczak (see all)

http://www.nowydzwon.pl/wp-content/uploads/2019/10/wywiad-1024x683.jpghttp://www.nowydzwon.pl/wp-content/uploads/2019/10/wywiad-300x300.jpgTomasz AdamczakAKTUALNOŚCISPORT
Najsympatyczniejsze dla niego w uprawianiu tej dyscypliny sportu jest bliskie obcowanie z naturą i możliwość podziwiania niesamowitych widoków. Za jedno ze swoich najważniejszych osiągnięć uważa pokonanie, pomimo słabej pogody, trasy liczącej trzysta kilometrów. Podobnie jak jeden z bohaterów komedii „Wniebowzięci” uważa, że „człowiek musi sobie czasem polatać”. Tym razem...