koncert

Laureat „Debiutów” 52 Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Uczestnik opolskiego 53 KFPP, „Szansy na sukces” i „Bitwy na głosy”. Debiutował krążkiem „Zawsze pod wiatr”. Współpracują z nim m.in. Marek Kościkiewicz i Tomasz Lubert. Śpiewał w duetach z Anią Rusowicz i Krzysztofem Jaryczewskim.  28 lipca odbył się jego plenerowy występ na tarasie Miejskiego Domu Kultury w Mińsku Mazowieckim. Z Mariuszem Wawrzyńczykiem porozmawiał Tomasz Adamczak.

W ubiegłym roku światło dzienne ujrzał Pana debiutancki krążek zatytułowany „Zawsze pod wiatr”. Często miał Pan „pod wiatr” w swojej dotychczasowej, artystycznej, karierze?

– Śpiewam od dziecka. Śmieje się, że w tym roku skończyłem 30 lat oraz świętuje jubileusz 20 lecia na scenie hehe. A tak na poważnie, płyta mogła ukazać się już kilka lat wcześniej, ale bardzo długo walczyłem- najpierw o uwagę słuchacza – by ludzie mogli poznać moją twórczość, a potem o kontrakt z wielką wytwórnią. Pierwsze udało się. Mam ogromne szczęście, że posiadam publiczność, która we mnie wierzy, dodaje siły i słucha mojej muzyki i tekstów. Wielokrotnie zamykano mi drzwi, a ja wchodziłem oknem. Nigdy się nie poddałem, nawet jak mówili mi, że nie mam szans, a moje piosenki są słabe a głosu to nie posiadam. Często miałem pod górkę…

Nierzadko mówi się, że życie „To tylko chwila”. Które ze swoich artystycznych „tylkochwil” uznaje Pan za najważniejsze z dotychczasowych?

– Każdy moment w moim życiu artystycznym jest dla mnie ważny. Zaczynałem śpiewać w 1998 r. Zbierałem doświadczenie występując wszędzie, gdzie tylko się dało. Jestem laureatem około 30 festiwali piosenkarskich i uczestnikiem warsztatów wokalnych m.in. z Elżbieta Zapendowską, Danutą Błażejczyk czy Lorą Szafran. „Szansa na sukces”, „Bitwa na głosy”, zwycięstwo na Festiwalu w Opolu, współpraca z zespołami rockowymi Jaad i Dobrej Piwo,  Studium Piosenkarskie im. Czesława Niemena w Poznaniu. Wszystkie te elementy składają się na moją osobowość i wrażliwość muzyczną. Mam wielką nadzieję, że wszystko jeszcze przede mną. Dopiero się rozkręcam.

Osiągnięciu zamierzonych celów w życiu niejednokrotnie towarzyszy konieczność pokonania „Labiryntu myśli”. Jakie refleksje były Panu bliskie gdy dowiedział się, że został laureatem „Debiutów” 52 KFPP w Opolu?

– Dla każdego wokalisty występ na deskach amfiteatru opolskiego stanowi ogromną nobilitację i prestiż. Nie mogłem w to uwierzyć, myślałem że to tylko sen, który jest wytworem mojej wyobraźni. Stało się inaczej. Wygrana 52. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu pozwoliła mi dotrzeć do szerokiego grona odbiorców i umożliwiła ludziom lepsze poznanie mojej twórczości.

W trudnych momentach zdarza się, że powtarzamy sobie „Jeszcze wierzę”. Wierzy Pan, że uda mu się osiągnąć jako artysta takie sukcesy jak…

– Każdy z Nas posiada w sobie pokłady dobrych i złych myśli. W tym momencie mojego życia, jestem na etapie chwytania każdego dnia, bo może on się już więcej nie powtórzyć. Teraz właściwie nie mam marzeń… po prostu stawiam sobie cele, które wcześniej czy później udaje mi się zrealizować. Jest takie powiedzenie „jak nie masz na kogo liczyć, to licz na siebie” i tego się trzymam. Nikt nie zna mnie lepiej niż ja sam. Sukcesem dla mnie jest komfort tworzenia i współpracowania z plejadą najwybitniejszych polskich kompozytorów tj. Adamem Abramkiem, Pawłem Sotem, Marcinem Nierubcem czy Markiem Kościkiewiczem oraz to, że otaczam się dobrymi ludźmi a nie „wampirami” energetycznymi.

Będąc „Małym chłopcem”/dziewczynką posiadamy różne wyobrażenia dotyczące przeszłości. Czy to co zamierzył Pan sobie w dzieciństwie znalazło odzwierciedlenie po osiągnięciu dorosłości?

– Zawsze chciałem śpiewać!. A właściwie nie… kłamie… na samym początku chciałem być kolejarzem, a potem nauczycielem historii, ale na szczęście moje życie tak się potoczyło, że mogę robić to co kocham, a mianowicie śpiewać swoje piosenki i cieszyć się, ze to co tworzę podoba się innym. Oby było tak zawsze. Chciałbym jeszcze dodać, że każdy z Nas miewa chwile zwątpienia, gorsze dni. Czasami przerastają Nas problemy dnia codziennego, wybory życiowe, które musimy podejmować. Chciałbym choć na jeden dzień cofnąć się do czasów, wtedy gdy byłem małym chłopcem, który nie musi martwić się o to co przyniesie jutro. Rodzice, nauczyciele znajomi nie unikają mówienia nam „Nie przestawaj marzyć”.

O czym marzył Pan zgłaszając się do programów „Szansa na sukces” i „Bitwa na głosy”?

– Występ w programie „Szansa na sukces”  był dla mnie pierwszą stycznością z telewizją. Poznałem kulisy pracy przy tego typu produkcjach. Właściwie wtedy – przypomnę po raz pierwszy pojawiłem się w edycji z Budką Suflera w 2009 r., rok później z Zbigniewem Wodeckim – nie myślałem o tym, że tak daleko zajdę, że będę współpracować z najlepszymi muzykami w Polsce. Natomiast w „Bitwy na głosy” poznałem Ulę Dudziak, z którą się przyjaźnie  po dziś dzień. Zawsze mogę na nią liczyć i ze wzajemnością. Wracając do „Szansy na sukces” i „Bitwy na głosy” to myślałem tylko o tym, by dobrze zaśpiewać. Liczyłem na to że ktoś mnie zauważy, pomoże w dalszej drodze muzycznej. Tak się nie stało. Po programach nie rozdzwoniły się telefony. Dzięki własnej determinacji, staraniom,  znajomością  i talentowi udało mi się osiągnąć sukces i wypracować sobie drogę i własny kierunek. Nikomu niczego nie zawdzięczam. Tylko ciężka praca przynosi efekty. Wiara w siebie, w swój talent jest niezwykle istotna, buduje naszą osobowość i swoje „Ja”.

Oceniając nasze koleżeństwo jedna z moich znajomych powiedziała mi kiedyś „Jestem daleko od Ciebie”. Czy w miarę rozwoju kariery Pana dawni znajomi zaczęli niknąć w z miesiąca na miesiąc czy nadal są blisko Pana?

– W brew pozorom jestem dość złożonym  człowiekiem. W czasie studiów poznałem swoich prawdziwych przyjaciół, z którymi utrzymuje kontakt do dziś. Posiadam pewną umiejętność rozpoznawania z kim mam do czynienia. Po kilku minutach rozmowy wiem już czy dana osoba jest wobec mnie szczera i ma dobre intencje. Obecnie mam kilku przyjaciół, tych wieloletnich, jak i poznanych w ostatnich latach. Nie zamykam się na świat, ale ciężko mi zaufać drugiemu człowiekowi. Przyjaciół mam niewielu, lecz cenię sobie ich obecność i to, że są wobec mnie bardzo i to bardzo wyrozumiali, wspierają mnie, lecz także potrafią powiedzieć co robię źle.

„Biała armia” to tytuł między innymi jeden z przebojów Bajmu. Do wykonawców lub zespołów, które miały wpływa na Pana muzyczne poszukiwania należą…

– Największą moją muzyczną inspiracją i wzorem jest Beata Kozidrak. Cenię ją za wspaniały głos, teksty piosenek i za niezwykłą osobowość sceniczną. Pozytywną energię czerpie natomiast od mojej koleżanki Urszuli Dudziak. Bardzo lubię Tinę Turner- mam nawet jej oryginalny autograf!!!. Zespół Journey, Queen, Adam Lambert, Whitney Houston czy Jessie J – to również artyści, których płyty mam w swojej kolekcji. Z polskich artystów cenię Kasię Wilk, Kasię Cerekwicką, Janusza Radka czy Edytę Górniak i Alicję Majewską.

Dla wielu osób istotne jest przekonanie głoszące, że „Miłość jest wśród nas”. Z drugiej strony wśród ludzi nie brakuje także zawiści i negatywnej zazdrości. Czy jako artysta miał Pan do czynienia z taki reakcjami ludzi z tzw. środowiska?

– Staram się otaczać wąskim gronem znajomych, najlepiej spoza branży muzycznej. Wśród tak zwanych „normalnych” ludzi odpoczywam, po prostu nie czuje się jakbym był w pracy. Gdy schodzę ze sceny, nie pracuje w studio, nie udzielam wywiadów idę do znajomych na pogaduchy. Unikam wtedy tematów związanych z moim zawodem i muzyką. Wśród znajomych spoza świata show-biznesu czuje się swobodnie, nikt mnie nie ocenia i nie obgaduje, nie jest zawistny, niczego mi nie zazdrości i nie komentuje. Nigdy nie przejmowałem się opinią osób mi nieprzechylnych, po prostu zawsze idę do przodu, postępuje według swoich zasad, gdzie nie ma miejsca na zazdrość, nieuprzejmość. Każdy artysta jest inny, dla każdego jest miejsce na polskiej scenie muzycznej, dlatego obce mi są negatywne emocje. Każdemu kto ciężko pracuje bardzo mocno kibicuje, i życzę  sukcesów!. Pamiętajcie dobro wraca!.

Jedna z Pana piosenek nosi tytuł „Miłość to deszcz”. O jakich innych uczuciach przypomina Pan słuchaczom w swoich pozostałych utworach? Które z nich jest dla Pana najważniejsze?

– Najważniejsze to pokochać i zaakceptować siebie. Piosenki, które znalazły się na płycie „Zawsze pod wiatr” pochodzą z różnego okresu w moim życiu. Wiele z nich powstało w gorszych momentach, gdzie chciałem się schować i nie wychodzić z łózka. Natomiast od kilku lat mam ogromną radość z tego na jakim etapie życiowym jestem. Cieszę się każdą chwilą, chwytam dzień. Pod każda postacią Miłość jest najważniejsza. Bez niej nie jesteśmy sobą, jest wśród Nas tylko musimy ją dostrzec. Oczywiście zdrowie również jest ważne, podobnie jak poczucie bezpieczeństwa.

Usłyszałem kiedyś takie zdanie „Tylko serce kocha wiernie”. Czy tworząc jest Pan wierny swoim muzycznym wzorcom czy czasem musi Pan pójść na kompromisy?

– Nigdy nie chodzę na kompromisy. Odkąd odpowiadam w całości za produkcje mojej muzyki, nie daje się wywieść na manowce. Wiem jaką drogą chce podążać i realizuję ją. Oczywiście nie jestem apodyktyczny, nie jestem alfą i omegą. Nigdy nie wtrącam się jeżeli się na czymś nie znam. Często aranżacją piosenki ulega zmianie podczas pracy w studio, ale zawsze jest to dla dobra utworu. Nikt mi nie narzuca co mam śpiewać, zawsze dobieram repertuar pod siebie i co najważniejsze kompozytorzy piszą specjalnie dla mnie, co jest dla mnie wielką nobilitacją. Jestem aktywny twórczo. Każdy etap produkcyjny jest przeze mnie nadzorowany i akceptowany. Pracuję z profesjonalistami, więc ufam im w 100 procentach, ponieważ znają się na rzeczy i z niejednego pieca chleb jedli.

Sądzi Pan, że obecna muzyka jest jak „Placebo” czy ma jednak wpływ na nasze życie?

– Muzyka ma ogromny wpływ na nasze życie. Pomaga przetrwać trudne chwile. Przy spokojnych utworach, balladach możemy się zrelaksować, uspokoić, wyciszyć. Z drugiej strony mocna, energetyczna i rockowa muzyka dodaje energii, kopa do działania.

Dziękuję za rozmowę

p.s. w pytaniach wykorzystano tytuły piosenek zamieszczonych na płycie Mariusza Wawrzyńczyka.

Tomasz Adamczak

Na łamach naszego tygodnika zamieszczam artykuły dotyczące różnej tematyki. Choć jestem odpowiedzialny za dział sportowy i przygotowywanie rubryki „Co?Gdzie?Kiedy?” nie obce mi jest pisanie relacji z wydarzeń kulturalnych i samorządowych z powiatu mińskiego, a także garwolińskiego. Prywatnie jestem szczęśliwym ojcem i mężem albo mężem i ojcem. W wolnym czasie zbieram grzyby, tracę pieniądze na allegro, chodzę do biblioteki oraz skaczę ze spadochronem.
Tomasz Adamczak

Latest posts by Tomasz Adamczak (see all)

http://www.nowydzwon.pl/wp-content/uploads/2019/08/wywiad-kulturalny-1024x683.jpghttp://www.nowydzwon.pl/wp-content/uploads/2019/08/wywiad-kulturalny-300x300.jpgTomasz AdamczakKULTURA
Laureat „Debiutów” 52 Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Uczestnik opolskiego 53 KFPP, „Szansy na sukces” i „Bitwy na głosy”. Debiutował krążkiem „Zawsze pod wiatr”. Współpracują z nim m.in. Marek Kościkiewicz i Tomasz Lubert. Śpiewał w duetach z Anią Rusowicz i Krzysztofem Jaryczewskim.  28 lipca odbył się jego plenerowy...