obóz

Od kilku lat jeździłam na szkolne obozy z Polskim Towarzystwem Turystyczno Krajoznawczym w Mińsku Mazowieckim. W ubiegłym roku zadebiutowałam w roli asystenta wychowawcy. Łyknęłam bakcyla – w tym roku będę wychowawcą.

Najłatwiejsza praca? Jadą, zarabiają kasę, dostają nocleg i wyżywienie, a tak naprawdę nic nie robią? Pozwalają swoim podopiecznym robić wszystko na co mają ochotę? Nie chce im się organizować czasu dla obozowiczów? Najchętniej zamknęliby dzieci w pokojach, aby mieć święty spokój? Obozowicze nie mają co robić? Uczestnicy nie uczą się niczego nowego? Jeśli ty również wierzysz, że właśnie tak wygląda praca wychowawcy obozowego, to przeczytaj mój ubiegłoroczny dziennik. Przekonasz się, że jesteś w błędzie.

Czym tak naprawdę jest praca wychowawcy?

Każda praca wiąże się z obowiązkami i wyrzeczeniami, ale chyba tą najtrudniejszą, wymagającą od człowieka największej odpowiedzialności i poświęcenia, jest praca wychowawcy obozowego. Praca, w trakcie której, należy zapomnieć o sobie samym i własnych potrzebach, bo priorytetem jest bezpieczeństwo i zapewnienie czasu obozowiczom. Na pozór łatwa. Gdy poznajemy ją z bliska, okazuje się, że to naprawdę ciężki kawałek chleba, a w dodatku nie zawsze otrzymujemy w zamian chociaż proste ,,dziękuję”.

Tak, to czasem bywa bardzo niewdzięczna praca. Dzieci i młodzież nie zawsze darzą szacunkiem swoich wychowawców, a to co robimy dla ich dobra, traktują tak, jakby miało im zaszkodzić. A prawda jest taka, że my kierujemy się tylko i wyłącznie prawem i nie wykraczamy poza zasady oraz normy, których musimy przestrzegać. To, że obozowicze czasem nie darzą wychowawców szacunkiem, według mnie, jest efektem ich wołania o atencję, o zauważenie. Wołanie o to, aby ktoś zwrócił na nich uwagę, bo prawdopodobnie nie otrzymują tego na co dzień w domu czy w szkole. Wiadomo, że ilu ludzi, tyle wersji danej historii, podobnie jest też z historiami wychowawców, którzy wracając z obozów, przez długi czas pamiętają te najbardziej charakterystyczne sytuacje oraz tych obozowiczów, którzy w taki czy inny sposób wyróżnili się podczas danego turnusu. Lecz obok uczestników, w pamięć zapadają również ich rodzice, a szczególnie ci, którzy po raz pierwszy wysyłają swoje pociechy na obóz.

Ogólnie rzecz biorąc, wychowawca na obozie musi wykazać się na pewno wielką cierpliwością i opanowaniem, nie może brać do siebie niekiedy przykrych słów usłyszanych od uczestników. Przede wszystkim wychowawca ma twardo przestrzegać zasad i nie godzić się pod żadnym pozorem na tzw. zachcianki uczestników, ponieważ wystarczy jeden moment nieuwagi, a straci on kontrolę nad grupą, a ta przestanie go słuchać i nie będzie miała do niego szacunku.

Typy obozowiczów

Podczas obozów, spotykamy się z różnymi charakterami obozowiczów i różnymi zachowaniami. Różnice w charakterach i podejściu do życia dzieciaków i młodzieży przebywających na obozie, najczęściej bywają przyczynami sprzeczek czy problemów, z którymi wychowawca się zmaga Będąc asystentem wychowawcy, nauczyłam się, że każdy z uczestników, tak naprawdę ma inną osobowość i inne postrzeganie świata. Jednak byli tacy, którzy najbardziej zapadli mi w pamięci.

TYP PIERWSZY – czyli ten najbardziej charakterystyczny i najczęściej spotykany ,,buntownik”. Pragnie, aby wszystko było tak, jak sobie tylko wymarzył. Na obóz jedzie jedynie po to, aby poznać nowych znajomych i fajnie się bawić. Nie uznaje żadnych reguł, a polecenia wydawane przez wychowawcę wpuszcza jednym uchem, a drugim je wypuszcza. Zalicza się do tak zwanej ,,elity obozowej”, lubi być w centrum uwagi, a młodsi traktują go jako pewnego rodzaju wzór. Jego arogancka postawa, to tak naprawdę tylko przykrywka, kurtyna, za którą kryje się tak naprawdę wrażliwy, młody człowiek, bojący się pokazać swoją prawdziwą twarz, aby nie stracić opinii luzaka wśród rówieśników. Tę prawdziwą twarz obozowego buntownika poznajemy na samym końcu, kiedy przychodzi moment rozstania. To właśnie jemu najtrudniej jest zrozumieć, że to koniec tej wakacyjnej przygody.

TYP DRUGI – zupełne przeciwieństwo pierwszego. Cichy, trzymający się z daleka od problemów, można powiedzieć, że jest na uboczu przez cały pobyt. Nie ma z nim większych problemów, wykonuje wszystkie polecenia i zadania wyznaczone przez wychowawców. Niestety, nie udziela się w zajęciach grupowych, trzeba z nim walczyć, aby włączył się podczas zajęć grupowych. Zmiana postawy uwidacznia się w końcowym etapie turnusu. Dopiero wtedy otwiera się na innych i równie trudno wraca mu się do domu.

TYP TRZECI – ,,księżniczka” najczęściej nie pojawia się sama, a nawet jeśli, to już na pierwszym postoju podczas podróży tworzy swoją grupę, do której, podczas całego pobytu, nikt nie będzie miał dostępu. Cel do zdobycia dla wszystkich chłopców na obozie. Pozostanie niedostępna, niczym niezdobyta twierdza. Mimo, iż nie grzeszy wysokim poziomem wiedzy, lubi mieć ostatnie zdanie. Stara się utrzymać pozycję gwiazdy, dosłownie w każdym miejscu: na dyskotece, podczas wieczoru karaoke, na boisku, czy na szlaku. Jej również, na zakończenie udziela się nostalgiczny klimat oraz żal, iż trzeba pożegnać się z pozostałą częścią paczki.

TYP CZWARTY – obozowy ,,mądrala”. Przypadek, na pozór trudny do poskromienia. Popisuje się szczególnie znajomością regulaminu, lecz sam nie za bardzo trzyma się jego zasad. Największą przyjemność sprawia mu pouczanie i zwracanie uwagi pozostałym uczestnikom, ale najbardziej wychowawcom. Ciągle ma jakieś żądania, wszystko jest nie tak jak powinno, Czuje się wiecznie nierozumiany i pokrzywdzony, a prośba o wykonanie jakichś zadań to dla niego wielka kara.

TYP PIĄTY – tego typu nie można określi jednoznacznie, są to osoby z dysfunkcjami, o specjalnych potrzebach edukacyjnych, określane jako niepełnosprawne intelektualnie. Okazuje się, że te osoby świetnie nawiązują kontakt z rówieśnikami. Podczas zajęć plastycznych, czy grupowych, są najbardziej aktywne, Ich prace plastyczne są bardzo często, o wiele bogatsze pod względem treści czy artystycznego sposobu wyrażania niż pozostałych uczestników. Im trzeba poświęcić więcej uwagi. Od nich zawsze w zamian otrzymujemy miłe słowo i szczery uśmiech. Te dzieciaki pozostają w pamięci na zawsze.

TYP SZÓSTY – mój ulubiony, czyli ,,obozowy artysta”. Zajęcia artystyczne, czy teatralne na obozie traktuje jako największą nagrodę, bardzo często, zamiast korzystać z czasu wolnego i grać w piłkę na boisku, woli siedzieć na sali i śpiewać, ćwiczyć rolę do przedstawienia. Te osoby są doskonałym przykładem, że w dzisiejszych czasach, mimo powszechnie panującej opinii, iż młodzi ludzie słuchają tylko rapu i innych beznadziejnych piosenek, potrafią sięgnąć, również, po prawdziwą klasykę. Każde miejsce jest dla nich dobre, aby wykazać się swoimi umiejętnościami: szlak, droga w mieście, boisko, autokar. Dodatkowo doskonale zarażają swoją pasją również pozostałych obozowiczów. To właśnie takie osoby w mojej pamięci również pozostają na zawsze.

Komórkomania. Jak poradzić sobie z nią na obozie?

Powszechnie wiadomo, iż XXI w, to era tzw. fonoholizmu społeczeństwa, czyli uzależnienia od telefonu. W swoich komórkach mamy cały świat, kontaktujemy się z ludźmi, dzielimy wrażeniami czy opiniami na dany temat. W przypadku młodych ludzi to zjawisko występuje tak często jak i u dorosłych, jeśli nawet nie częściej. Na jednym z portali, spotkałam się z opinią, iż telefony są błogosławieństwem dla organizatorów, czy wychowawców kolonijnych, ponieważ nie muszą organizować podopiecznym czasu. Lecz niestety jest to totalna bzdura, jedyne co wiąże się z posiadaniem przez uczestników telefonów podczas turnusu to duże niebezpieczeństwo, szczególnie na obozie górskim. Wyobraźmy sobie, że podczas wędrówki szlakiem jeden z uczestników zapragnie wyciągnąć telefon w celu zrobienia zdjęcia, bądź odpisania na wiadomość od znajomego, jego pole widzenia jest w tym momencie bardzo ograniczone, a podzielność uwagi tak naprawdę nie istnieje. W tej sytuacji, wystarczy, że na drodze znajdzie się kamień, bądź wystający korzeń, i o złamaną rękę lub nogę nietrudno. Na szczęście, wielu organizatorów obozów, dla których bezpieczeństwo uczestnika jest naprawdę priorytetem wprowadza całkowity zakaz używania, ale również posiadania telefonów przez obozowiczów w ciągu dnia. Uczestnicy, owszem, mogą z nich korzystać, ale w wyznaczonych godzinach, po godz. 18.00. Zdarzają się ,,kombinatorzy”, którzy mają po dwa a nawet trzy telefony. Gdy to wyjdzie na jaw, a zawsze wychodzi, uczestnik, musi pożegnać się z komórkami, aż do końca turnusu.

Czy uczestnicy naprawdę nie mają co robić podczas obozów?

Otóż wszystko zależy od organizatora obozu czy kolonii. Bardzo często obozowicze siedzą całymi dniami w miejscu zakwaterowania, lecz jeśli gdziekolwiek wychodzą, to dostają godzinę, do dwóch czasu wolnego na mieście i robią co chcą bez żadnej kontroli wychowawców. Słyszałam to kiedyś od znajomych, czytałam takie wypowiedzi na forach internetowych . Na podstawie własnego doświadczenia mogę stwierdzić, iż w ciągu 17 lat mojego życia, nie zobaczyłam tylu wspaniałych miejsc i nie poznałam tylu wspaniałych ludzi, co na obozach organizowanych przez Polskie Towarzystwo Turystyczno – Krajoznawcze w Mińsku Mazowieckim.

Po co na obozach zajęcia artystyczne?

Jest to temat, w którym odnajduję się chyba najlepiej, ponieważ w ubiegłym roku byłam odpowiedzialna, za działalność artystyczną na obozie. Wiele osób, a szczególnie chłopców, nie czuje się szczęśliwie z powodu udziału w takowym przedsięwzięciu, wolą spędzić ten czas na boisku. Lecz ku uciesze mojego serca, na każdym turnusie znajduje się dość liczna grupa osób, dla których zajęcia teatralne są idealną formą spędzenia czasu. Podczas takich zajęć wydobywam ukryte talenty, które nie mogą ujrzeć światłą dziennego w życiu szkolnym. Każdy podczas zajęć artystycznych odnajduje coś dla siebie. W czasie takich zajęć obserwuję czasem prawdziwe diamenciki, które często wymagają jedynie niewielkiego szlifu, a kto wie, może w przyszłości zdobędą sławę, czego z całego serca im życzę. Zwieńczeniem tychże zajęć jest przedstawienie przygotowane dla pozostałych obozowiczów.

Parę słów do rodziców naszych obozowiczów.

Dobrze wiem, że moje argumenty, mogą nie trafić do wielu osób, które wolą wysyłać swoje pociechy na wycieczki organizowane przez biura podróży. Nie mam zamiaru przekonywać nikogo, że robi źle, ponieważ to indywidualna kwestia każdego rodzica, komu powierzy opiekę nad swoim dzieckiem podczas letniego wypoczynku. Pozostaje mi jedynie, uczciwie uprzedzić, iż lepiej wcześniej zapoznać się dokładnie z ofertą wypoczynku, z programem jaki będzie realizowany, oraz w miarę możliwości, ze składem kadry, która będzie sprawowała opiekę nad dziećmi.

Czyli jak to się wszystko kończy.

Mogłoby się wydawać, iż w momencie opuszczenia przez uczestników autokaru, to wszystko co przeszli na obozie, dobiega końca. Niezupełnie tak jest. Tak naprawdę w uczestnikach obozu zachodzi duża zmiana. Nasi wychowankowie wracają do domu bogatsi o nową wiedzę, i wspaniałe doświadczenia, które pomogą kształtować ich przyszłe, dorosłe ,,ja”.

Klaudia Jadczak
redakcjaAKTUALNOŚCI
Od kilku lat jeździłam na szkolne obozy z Polskim Towarzystwem Turystyczno Krajoznawczym w Mińsku Mazowieckim. W ubiegłym roku zadebiutowałam w roli asystenta wychowawcy. Łyknęłam bakcyla – w tym roku będę wychowawcą. Najłatwiejsza praca? Jadą, zarabiają kasę, dostają nocleg i wyżywienie, a tak naprawdę nic nie robią? Pozwalają swoim podopiecznym robić wszystko na co mają ochotę?...