wyzwolenie

W 2018 roku przypada 74 rocznica wyzwolenia Mińska Mazowieckiego przez oddziały Armii Krajowej. Z tej racji warto przypomnieć jak wyglądało wyzwolenie miasta w 1944 roku.

W lipcu 1944 roku linia frontu niemiecko-radzieckiego dotarła do granic powiatu mińskomazowieckiego. Komendant obwodu AK „Mewa” mjr Ludwik Wolański ps. „Lubicz” zarządził w III dekadzie lipca wykonanie przez swoje pododdziały planu o kryptonimie „Burza”. Plan ten zakładał współdziałanie z Armią Czerwoną i tworzenie polskiej administracji na terenach opuszczonych przez Niemców.

W obwodzie AK „Mewa” akcją objęto w pierwszym rzucie około 1300 najlepiej uzbrojonych żołnierzy i około 3500 w drugim rzucie. Niemcy opuścili Mińsk Mazowiecki rankiem 30 lipca 1944 roku. Wkrótce do miasta wkroczyły w szyku bojowym oddziały Armii Krajowej i została ustanowiona władza administracyjna, a polska flaga zawisła przed budynkiem Starostwa Powiatowego. Z ramienia Delegatury Rządu Londyńskiego burmistrzem miasta został Hipolit Konopka, starostą powiatowym Stefan Janeczek ps. „Jasiołd”, a wojskowym komendantem miasta chor. Bolesław Madrak ps. „Jaśmin”. Jako pierwszy do miasta wkroczył oddział w sile 200 uzbrojonych żołnierzy pod dowództwem por. Krzysztofa Chodkiewicza ps. „Kościesza”. Wraz z nim przybył do miasta komendant obwodu AK „Lubicz”.

Zachowały się zapisy Bolesława Sadowskiego (1923-2000) ps. „Bitny”, mieszkającego wówczas w Transborze gm. Latowicz, uczestnika oddziału „Kościeszy”, który brał bezpośredni udział w akcji „Burza” na terenie powiatu mińskiego i 30 lipca 1944 roku w ramach tego oddziału wkroczył do Mińska Mazowieckiego. Dlatego pozwolę sobie przytoczyć obszerne wyjątki z tej relacji.

„Dzień 25 lipca 1944 roku był piękny, pogodny, bezwietrzny, upalny i bezchmurny. Żniwa były w pełni, na półmetku, urodzaj obfity, żyto gęste, kłosy ciężkie. Raptem, gdzieś około godz. 18.00, kiedy duża czerwona tarcza słoneczna chyliła się ku zachodowi, w Latowiczu na kościele, oddalonym około 8 km, rozdzwoniły się dzwony. Następnie odezwały się dzwony w Parysowie, oddalonym około 7 km i sygnaturka w kaplicy w Wielgolesie (…). Gdy następnie usłyszałem gong strażacki przy remizie w Transborze, zacząłem się domyślać, że dzieje się coś nadzwyczajnego (…). Plutonowy Jan Mucha ps. „Torpeda” jadąc rowerem ze sklepu, powiedział mi „Bolek, dziś wieczorem idziemy, u ciebie będzie zbiórka”. Rzuciłem kosę i poszedłem do domu. Wyciągnąłem z kryjówki karabin i amunicję, której miałem 40 sztuk, wyczyściłem i przygotowałem się do wymarszu (…). Matka podała mi świeżą bieliznę i trochę żywności na drogę, a ojciec jakieś pieniądze (…).

Koncentracja plutonów III Ośrodka AK (Latowicz) była przy młynie w Dzielniku (…). Doszliśmy tam około godziny 1.00 w nocy 26.07.1944 roku (…). Do rana zameldowały się plutony z Latowicza, Iwowego i Jeruzala (…). Było nas chyba ze 160 żołnierzy (…). Po porannym apelu całego ugrupowania nowy dowódca naszego oddziału przedstawił się nam jako porucznik „Kościesza”. Był to Krzysztof Chodkiewicz, potomek hetmana Karola Chodkiewicza, który w 1605 roku gromił Szwedów. „Kościesza” w kilku słowach powiedział nam, że zaczęła się akcja „Burza” i że pomaszerujemy w okolice Mińska Mazowieckiego. Następnie wydał rozkaz do marszu (…).

W Julianowie kwaterowaliśmy dwa dni i dwie noce. 27 lipca rano dziedzic z Kiczek przywiózł nam chleb i kotły z zupą, w której było dużo mięsa (…). Trzeba przyznać „Kościeszy”, że był dobrym, rozumnym dowódcą (…), oszczędzał nas, nie pchał nas na czołgi niemieckie (…). Walcząc skrycie patrolami z drobnymi grupami niemieckimi, nie ponieśliśmy żadnych strat (…). Dwukrotnie odwiedził nas „Lubicz” (…). Przyjeżdżał na motocyklu.

30 lipca 1944 roku po południu przygotowanie na biwaku w lesie do odmarszu (…). W krótkich słowach „Kościesza” powiedział nam „wejdziemy do Mińska i spotkamy tam Rosjan” (…). Ruszyliśmy naprzód (…). Po dłuższym marszu doszliśmy na przedmieścia Mińska od strony wschodniej. Przechodzimy obok koszar 7 Pułku Ułanów Lubelskich, mijamy je z prawej strony.

Łączymy się w zwartą kolumnę, ale marsz nam nie wychodzi (…). Staramy się wyrównać i lepiej maszerować, by lepiej pokazać się ludziom (…). Ale ludzi nie widzimy. Mińsk Mazowiecki przedstawił się jak miasto wymarłe. Zbliżamy się do centrum miasta, słońce chyli się ku zachodowi.

Z lewej strony mamy rynek, z prawej kościół. Przed kościołem stoi „Lubicz”, ksiądz i gromadka ludzi. „Kościesza” maszeruje na czele – daje komendę: baczność, na prawo patrz! Sam salutuje. Ludzie stojący przed kościołem krzyczą: Niech żyją! Niech żyje Wojsko Polskie! Młoda dziewczyna podbiega do „Kościeszy”, wręcza mu bukiet kwiatów (…). Maszerujemy dalej, wchodzimy na mostek, mijamy rzekę, mijamy park.

W tym momencie sowieccy oficerowie łazikiem zajechali nam drogę. Słyszymy słowa skierowane do „Kościeszy”: Kto wy takoj? – Armia Krajowa i odjechali w kierunku Stojadeł (…), zaraz zawrócili i tego dnia żadnych Rosjan więcej w Mińsku nie widzieliśmy. Był to pierwszy patrol sowiecki, który wjechał do Mińska tuż po nas. My byliśmy w Mińsku przed Rosjanami.

Dalej oddział nie maszeruje. Nasza drużyna – 19 żołnierzy, dostaje rozkaz zająć placówkę na skraju miasta od zachodu, przy szosie warszawskiej i ubezpieczyć Mińsk od strony Stojadeł (…).

Z rana na rozkaz z góry opuszczamy placówkę i udajemy się do centrum miasta, gdzieś w pobliże poczty. Pokazują się nieliczni ludzie, kręcą się Rosjanie. W parku, w pałacu, sztab sowiecki zajął kwatery (…). Pojawia się kilku kozaków na koniach. Jedzie kilka czołgów (…). Od południa zbliżają się samoloty-bombowce (…) i zaczęły sypać bomby (…), całe miasto zostało spowite dymem (…). To ranne dwukrotne bombardowanie Mińska tak podziałało na nasze dowództwo, że oddział w pośpiechu wycofał się z miasta. Zostaliśmy sami bez rozkazu i wiadomości, gdzie oddział się znajduje. Po naradzie, około południa, postanowiliśmy opuścić Mińsk (…). Po dłuższym marszu dotarliśmy do Chmielewa, gdzie dołączyliśmy do naszego oddziału (…). Pewnego dnia rozeszła się wiadomość, że w Mieni NKWD aresztowało żołnierzy AK. To przykre wydarzenie zdecydowało, że wkrótce oddział został rozwiązany (…). 6 sierpnia ruszyliśmy z Chmielewa w drogę powrotną do domu, omijając osiedla i miejsca, gdzie kwaterowali Rosjanie”.

Próba nawiązania kontaktu dowództwa AK z radzieckim dowództwem operującym w rejonie Mińska Mazowieckiego nie powiodła się. Zaproszeni do Niedziałki oficerowie AK zostali w dniu 7 sierpnia 1944 roku aresztowani. Tak skończyły się rozmowy z radzieckim generałem Aleksiejem Popowem. Aresztowani wówczas zostali między innymi: płk Hieronim Suszczyński ps „Szeliga”, komendant podokręgu Warszawa-Wschód, mjr Kazimierz Sobolewski ps. „Cyrus” – szef sztabu, mjr Władysław Reda – oficer sztabowy i kpt Piechocki – adiutant „Szeligi”. Komendant „Lubicz” znalazł się wśród tych oficerów AK, którzy nie przyjęli zaproszenia. Żołnierze AK zgrupowani w Mieni zostali rozbrojeni, część uciekła, a część trafiła do armii gen. Berlinga. Nastąpiły aresztowania i wywóz żołnierzy AK w głąb Rosji. W tej sytuacji komendant „Lubicz” zdecydował się przejść ponownie do działalności podziemnej. Stało się to w tydzień po delegalizacji AK, Komendy Miasta i władz administracyjnych miasta i powiatu Mińsk Mazowiecki.

Władzę nad miastem i powiatem przejął przedwojenny komunista i gwardzista Stanisław Dąbrowski ps. „Brzoza”, którego gen. Popow mianował od razu majorem i dał mu władzę absolutną.

Franciszek Zwierzyński
http://www.nowydzwon.pl/wp-content/uploads/2018/07/lubicz-838x1024.jpghttp://www.nowydzwon.pl/wp-content/uploads/2018/07/lubicz-300x300.jpgredakcjaAKTUALNOŚCI
W 2018 roku przypada 74 rocznica wyzwolenia Mińska Mazowieckiego przez oddziały Armii Krajowej. Z tej racji warto przypomnieć jak wyglądało wyzwolenie miasta w 1944 roku. W lipcu 1944 roku linia frontu niemiecko-radzieckiego dotarła do granic powiatu mińskomazowieckiego. Komendant obwodu AK „Mewa” mjr Ludwik Wolański ps. „Lubicz” zarządził w III dekadzie...