mistrzowstwa

Ponad dwa miesiące mijają od wywalczenia przez zawodnika Studia Sportowego Kwadrat Mińsk Mazowiecki Alberta Szczygielskiego tytułu wicemistrza Europy weteranów w kulturystyce. Po raz pierwszy uczestniczył on w zawodach trzydzieści cztery lata temu. Od tamtej pory do jego zbiorów trafiło wiele dyplomów, medali, statuetek i pucharów stanowiących wymierny efekt żmudnych treningów. O kulisach przygotowań do wiosennej hiszpańskiej rywalizacji, jesiennych planach startowych i radach dla początkujących przyszłych mistrzów z Albertem Szczygielskim porozmawiał Tomasz Adamczak.

Wicemistrzostwo Europy, które wywalczył pan w Santa Sussana, stanowi dla pana…

– Jest dla mnie potwierdzeniem, że na dobre zagościłem w czołówce europejskich zawodników występujących w mojej kategorii wiekowej. Przede mną teraz mistrzostwa Polski i Mistrzostwa Świata. Po dobrym starcie w Hiszpanii sądzę, że stać mnie, aby w obu tych imprezach powalczyć o wysokie lokaty.

W jaki sposób przygotowywał się pan do startu w hiszpańskim czempionacie? Na co położył pan szczególny nacisk w trakcie przygotowań?

– Start w mistrzostwach nie był może „z marszu”, ale nie musiałem też robić nic nowego, dlatego że cały poprzedni sezon był wypełniony startami. Na wiosnę i na jesieni. W  pierwszym z nich w Santa Sussana wywalczyłem tytułu mistrza Europy. W drugim, w Rumunii na Mistrzostwach Świata poszło mi nieco gorzej niż się spodziewałem. Zająłem czwarte miejsce. Do medalu zabrakło niewiele. Po zawodach w Rumunii udało mi się utrzymać formę na dosyć dobrym poziomie. Przygotowania polegają na tym, aby szczyt formy uzyskać na czas startu. Później obciążenia treningowe trochę się łagodzi, żeby organizm, który rządzi się swoimi prawami, mógł odpocząć. A także po to, żeby z odpowiednią świeżością wejść w kolejny cykl przygotowawczy. W okresie przygotowań do tegorocznych mistrzostw większe zmiany nie nastąpiły. Sam trening był bardzo podobny.  Natomiast dzięki pełniejszej, niż wcześniej, suplementacji wzbogaciła się dieta, poprawiło się zaopatrzenie organizmu w potrzebne składniki.

Medalowe podium podzielił pan z dwoma Niemcami. Przypuszczał pan przed startem, że to właśnie oni znajdą się razem z panem w czołowej trójce rywalizacji?

– Tak, spodziewałem się tego. Od dawna Niemcy słyną z bardzo dobrego poziomu w sportach sylwetkowych. Bez względu na to, czy są to juniorzy, seniorzy czy zawodnicy dojrzali trenują i przygotowują się do zawodów bez taryfy ulgowej. Rywalizują także między sobą, dosłownie do ostatniej kropli potu. Obaj zawodnicy, z którymi podzieliłem podium, są to sportowcy wysokiej klasy. Zwycięzca, Gunnar Paasche, to utytułowany i znany zawodnik w środowisku kulturystycznym. Posiada on wiele sukcesów na swoim koncie. Sam fakt, że z nim mogłem powalczyć o to ważne trofeum, dał mi wiele satysfakcji. Zobaczyłem też, że z tej klasy zawodnikami można wyjść i godnie porywalizować w równorzędnym starciu. Z kolei drugi z Niemców, ten który zajął trzecie miejsce, również posiada na swoim koncie różne tytuły. Pozostali zawodnicy startujący w naszej kategorii też są sportowcami wysokiej klasy. Wśród nich wyróżniał się np. Czech Jiri Nemec. W takich zmaganiach biorą udział naprawdę mocni kandydaci do medali. Wobec tego do mistrzowskiej rywalizacji trzeba się przygotować jak najlepiej.

Domyślam się, że pański pobyt w Santa Susannie nie ograniczał się tylko do treningów i startów. Czym wypełniał pan tam tzw. wolny czas?

– Wolny czas starałem się poświęcić na wspieranie pozostałych członków naszej reprezentacji. W tym roku okazała się ona bardzo duża pod względem liczebności zawodniczek i zawodników. Liczyła ona aż sześćdziesiąt osób. Polacy codziennie startowali, więc starałem się ich dopingować. Nie zabrakło mi też czasu na odwiedzenie sklepów z pamiątkami. Szczerzę mówiąc, to w Santa Susannie nie ma jakichś szczególnych atrakcji turystycznych. Ponieważ jest to miejscowość nastawiona na czerpanie zysków z turystyki, spotykaliśmy tam m.in. wielu Polaków. Gdy widzieli nas spacerujących w reprezentacyjnych dresach, podchodzili do nas i pytali, w jakich zawodach bierzemy udział, gratulowali nam sukcesów. To było bardzo miłe.

Kulturystyczne zawody rangi mistrzostw Europy to rywalizacja, w trakcie której atmosfera bardziej przypomina walkę na przysłowiowe noże czy rodzinne spotkanie pełne ciepła i życzliwości?

– I tak, i tak. W momencie przygotowania się do wyjścia na scenę, gdzie dochodzi do konfrontacji, faktycznie można byłoby pokusić się o takie stwierdzenie, że rywalizacja jest na noże. Każdy daje z siebie wszystko, co jest związane z pragnieniem zwycięstwa. Później ten stan się zmienia. Rozmawiamy ze sobą, gratulujemy sobie, nawiązujemy nowe znajomości. Hiszpańskie mistrzostwa przyniosły mi poznanie Jiriego Nemca. Rozmawialiśmy ze sobą, nie czując zupełnie bariery językowej.

Co czuje pan, reprezentując nasz kraj na różnorodnych zawodach?

– Wydawałoby się, że w czasach, w których komercja coraz bardziej dotyka sportu, integracja z barwami narodowymi ma coraz mniejsze znaczenie. Jednak w mojej dyscyplinie nadal duma z reprezentowania barw narodowych odgrywa najważniejszą rolę. Powiem panu, że gdy słyszałem Mazurka Dąbrowskiego granego właśnie dla mnie, było to najlepsze podziękowanie za trud przygotowań i rywalizacji. Miałem okazję tego doświadczyć.

Proszę przybliżyć naszym Czytelnikom początki pana przygody z kulturystyką.

– To było bardzo dawno temu. Jak każdy wtedy młody człowiek byłem zafascynowany sportem i szukałem odpowiedniej dyscypliny dla siebie. Chciałem być piłkarzem, kolarzem. Każdy z nas chciał być podobny do ówczesnych polskich mistrzów. Później znalazłem kilka artykułów na temat treningów siłowych i po pewnych próbach bardzo mi się to spodobało. Okazało się, że takie treningi powodujące budowę sylwetki są czymś ciekawym i warto tego spróbować. Tak to się zaczęło i samoistnie potoczyło. Dodam, że były to lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku.

Jak wtedy wyglądały realia uprawiania tej dyscypliny sportu?

– Wiedza na ten temat była dostępna w nielicznych publikacjach. Gazetą, w której na długi czas zagościł kącik kulturystyczny, był „Żołnierz Polski”. Pamiętam, że bardzo trudno było ją zdobyć. Jak tylko się pokazywała, to znikała w mgnieniu oka z kiosków. To było niesamowite. W tamtych czasach w Warszawie były tylko trzy kluby: Syrenka, Herkules i Błyskawica. W 1976 roku po domowych doświadczeniach treningowych dowiedziałem się o klubie Błyskawica, który miał swoją siedzibę i ma chyba nadal na ulicy 11 Listopada na Warszawskiej Pradze. Tam zacząłem swoją przygodę z kulturystyką. Z większym dostępem do różnorodnego sprzętu treningowego i wiedzy, którą dysponowali trenujący tam zawodnicy. Pierwszy raz wystartowałem w zawodach w 1984 roku w barwach Błyskawicy. Poważniejsze pierwsze zawody miały miejsce w Bydgoszczy. Na tamtejszych mistrzostwach Polski zająłem czwarte miejsce, dzięki czemu zakwalifikowałem się do szerokiej kadry naszego kraju. Na zawody międzynarodowe pojechałem natomiast bardzo późno, już jako weteran.

Za najważniejszy sukces osiągnięty w swojej dotychczasowej karierze uważa pan…

– Sport dał mi umiejętność pokonywania różnego rodzaju trudności i przeszkód. Dał mi poczucie, że nie można się poddawać i o wszystko walczyć. Szczególnie o to, co dobre i wartościowe. Są to wartości, które powodują, że człowiek dostrzega sens funkcjonowania i robienia tego, co się lubi. Jeśli chodzi o występy sportowe, na pewno wskazałbym na start w roku 2017 na mistrzostwach Europy. Wówczas zdobyłem tytuł mistrza Europy. Miałem wtedy możliwość wysłuchania Mazurka Dąbrowskiego zagranego na moją cześć. Było to niezwykłe. Oglądając to w telewizji, nie potrafimy sobie tego wyobrazić, jak to jest, gdy hymn jest grany dla jednej, konkretnej osoby.

Pana ocena współczesnego zainteresowania kulturystyką w Mińsku Mazowieckim/powiecie mińskim brzmi…

– Przede wszystkim na terenie miasta jest widoczne większe zainteresowanie ćwiczeniami. Coraz więcej osób przychodzi do siłowni lub klubów fitness. Przekłada się to też na rozwój tych placówek i powstawanie nowych. Zatem można powiedzieć, że jest dość duże zainteresowanie tą dyscypliną sportu. Z tym, że to zainteresowanie jest głównie w przestrzeni sportu rekreacyjnego. Sport wyczynowy nie cieszy się już taką popularnością. Być może dlatego, że niesie ze sobą zbyt wiele wymogów. Trzeba mu przecież poświęcić wiele czasu, wiele pracy i zaangażowania. Istotne jest też może to, że nie przynosi on wymiernych korzyści finansowych. Uprawia się go może bardziej jako pasję, zainteresowanie.

O czym powinny pamiętać osoby rozpoczynające treningi kulturystyczne?

– Na pewno o tym, że trzeba się uzbroić w cierpliwość. Efekty nie pojawią się od razu, ale systematyczne treningi powinny spowodować satysfakcjonujący rezultat. Tak jak powiedziałem, potrzeba do tego jednak dużo cierpliwości. Moim zdaniem dobry instruktor na siłowni powinien się wykazywać intuicją w kontaktach z ćwiczącymi. Nie każdemu w ten sam sposób można przedstawić plany treningowe i żywieniowe. Oczekiwania osób są różne.

Pana sportowe plany na bliższą i dalszą przyszłość to…

– Jesienią chciałbym wystartować w mistrzostwach Polski juniorów i weteranów w Gorzowie Wielkopolskim. W grudniu są natomiast mistrzostwa świata w Grecji i też chcę na nie pojechać. Czuję, że mam moc, aby osiągnąć tam sukces. Jednocześnie otrzymałem zgodę PZKFiTS na organizację Pucharu Polski w Kulturystyce i Fitness, są to eliminacje do kadry narodowej na mistrzostwa świata. Zawody zaplanowano na 13-14 października. Już dziś zapraszam wszystkich na to widowisko sportowe.

Dziękuję za rozmowę.

Tomasz Adamczak

Tomasz Adamczak

Na łamach naszego tygodnika zamieszczam artykuły dotyczące różnej tematyki. Choć jestem odpowiedzialny za dział sportowy i przygotowywanie rubryki „Co?Gdzie?Kiedy?” nie obce mi jest pisanie relacji z wydarzeń kulturalnych i samorządowych z powiatu mińskiego, a także garwolińskiego. Prywatnie jestem szczęśliwym ojcem i mężem albo mężem i ojcem. W wolnym czasie zbieram grzyby, tracę pieniądze na allegro, chodzę do biblioteki oraz skaczę ze spadochronem.
Tomasz Adamczak

Latest posts by Tomasz Adamczak (see all)

http://www.nowydzwon.pl/wp-content/uploads/2018/07/F-Albert-1024x682.jpghttp://www.nowydzwon.pl/wp-content/uploads/2018/07/F-Albert-300x300.jpgTomasz AdamczakSPORT
Ponad dwa miesiące mijają od wywalczenia przez zawodnika Studia Sportowego Kwadrat Mińsk Mazowiecki Alberta Szczygielskiego tytułu wicemistrza Europy weteranów w kulturystyce. Po raz pierwszy uczestniczył on w zawodach trzydzieści cztery lata temu. Od tamtej pory do jego zbiorów trafiło wiele dyplomów, medali, statuetek i pucharów stanowiących wymierny efekt żmudnych...