likwidacja

15 maja 2018 roku mijają 74 lata, jak została przeprowadzona w Mińsku Mazowieckim udana akcja likwidacji agronoma powiatowego Kamertensa przez oddział leśny Dęboróg obwodu AK „Mewa”. Warto przypomnieć to zdarzenie.

Niemcy na terenie tzw. Generalnego Gubernatorstwa prowadzili rabunkową eksploatację gospodarczą. Na rolników nakładali drakońskie obowiązkowe dostawy płodów rolnych, przekraczające możliwości produkcyjne. Za dostarczone kontyngenty wypłata była licha, przeważnie w naturze, jak: mydło, wódka czy cukier. Prowadziło to do gwałtownej pauperyzacji ludności wiejskiej. Dla zapewnienia ściągalności kontyngentów administracja niemiecka prowadziła przy starostwach powiatowych urzędy kreislandwirtów, czyli agronomów. Restrykcje za niewywiązanie się z kontyngentów były bardzo surowe, jak: konfiskata bydła lub całego majątku, spalenie budynków, wywóz na roboty do Prus, a nawet wysłanie do obozu zagłady. Przy tym zdarzały się często przypadki brutalnej chłosty.

Komenda obwodu AK „Mewa” w Mińsku Mazowieckim za bezwzględne ściąganie kontyngentów, brutalne traktowanie Polaków, niszczenie ich mienia, kierowanie do Prus, a nawet do obozów koncentracyjnych skazała wiosną 1944 roku agronoma powiatowego Kamertensa na karę śmierci. Wykonanie wyroku powierzono oddziałowi leśnemu obwodu.

Dwukrotne próby zlikwidowania Kamertensa nie powiodły się, po prostu nie doszły do skutku. Nawet w okresie przygotowywania do jednej z akcji na Kamertensa został aresztowany przypadkowo przez Niemców dowódca oddziału leśnego pchor. Kazimierz Aniszewski ps. „Dęboróg”. W tej sytuacji szef dywersji obwodu AK „Mewa” por. Jan Goiński ps. „Grot” zaproponował plut. pchor. Jerzemu Migdalskiemu ps. „Vis” objęcie stanowiska dowódcy oddziału partyzanckiego działającego na terenie obwodu AK „Mewa”. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami „Vis” przyjechał z Warszawy 10 maja 1944 roku do Mińska Mazowieckiego na punkt kontaktowy znajdujący się przy ul. Dworcowej w sklepiku „ciotki Puciatowej”.

Tutaj został odebrany przez członka oddziału leśnego pchor. Romana Paskę ps. „Minos” i doprowadzony do oddziału kwaterującego kilka kilometrów od miasta. Następnego dnia przybył do oddziału por. „Grot” i w obecności żołnierzy oddziału mianował pchor. „Visa” dowódcą. Jednocześnie dał rozkaz wyznaczenia trzech żołnierzy, którzy dokonają likwidacji kreislandwirta. Trzeba było działać szybko, ażeby zapobiec gehennie 300 okolicznych rolników przewidzianych do wysłania do Treblinki, bowiem lista już była sporządzona przez kreislandwirta. Jak relacjonował mi sam „Vis”, przy spotkaniu latem 1991 roku, dalsza akcja przebiegała następująco:

„Znalazłem się w niezwykle trudnej sytuacji podjęcia decyzji w stosunku do ludzi, których praktycznie zobaczyłem po raz pierwszy, nie mówiąc już o znajomości ich wartości bojowej. Decyzja pozostała jedna – akcję przeprowadzę osobiście. Do obstawy wyznaczyłem dwóch znających miasto ludzi. Jednym z nich był pchor. „Minos”. Porucznik „Grot” zaakceptował moją propozycję. Następne dni zapoznawałem się z terenem oraz drogą, którą chodził codziennie z pracy do domu Kamertens. W międzyczasie pokazano mi zdjęcie oraz jeden raz w naturze kreislandwirta. Na miejsce akcji wyznaczono skrzyżowanie ulic Warszawskiej i Dworcowej (obecnie Kościuszki), gdzie Kamertens winien się zjawić około godziny 17.00 w towarzystwie drugiego ubezpieczającego go Niemca.

Broń otrzymałem punktualnie w bramie pobliskiego domu oraz oddałem dokumenty osobiste i udałem się na wspomniane skrzyżowanie. Był to pistolet maszynowy typu MP-42 wraz z dwoma magazynkami, jeden pistolet P-58 oraz jeden granat obronny z 1939 roku. W odległości kilkudziesięciu metrów widziałem „Pomiana”, który miał „wystawić” Niemców, oraz chłopców z mojej obstawy. W pewnym momencie „Pomian” zdjął kapelusz, co oznaczało, że za kilkadziesiąt sekund nadejdzie Kamertens. Mijały sekundy, a następnie minuty, które wydawały mi się, że trwają wieki, a Niemcy nie zjawiali się.

Wreszcie dostałem informację od „Minosa”, który był w mojej obstawie, że Kamertens tym razem poszedł inną drogą i jeśli zechcę zmienić miejsce akcji i będę miał szczęście, to za 15-20 minut może się zjawić na ulicy Topolowej z odwrotnej strony ulicy równoległej do Warszawskiej. Zdecydowałem się pójść na całość. Chłopcy z obstawy, znający doskonale miasto, pokazali mi, skąd można spodziewać się nadejścia Niemców. Nowe otoczenie nie było korzystne. Postanowiłem ukryć się za szopą stojącą w odległości około 50 metrów od ulicy. Było daleko od „celu”, ale dawało jakieś schronienie. Czekałem z pistoletem gotowym do strzału, stojąc za rogiem wspomnianej szopy. Czas się dłużył, myślałem, że czekanie nigdy się nie skończy.

W pewnym momencie dostrzegłem wchodzących na otwartą przestrzeń Niemców. Jednym z nich był z całą pewnością Kamertens. Opierając lewą rękę o róg szopy prowadziłem go na muszce. W ułamku sekundy zauważyłem, że Kamertens stanął jak wryty, widocznie mnie spostrzegł. Błyskawicznie pociągnąłem za spust z zamiarem oddania serii strzałów. Padł tylko jeden strzał. Kamertens upadł do tyłu. Pistolet zacięty był bezużyteczny. Wycofałem się ulicą Warszawską, gdzie panował duży ruch. Dotarłem szczęśliwie na punkt, gdzie czekali na mnie koledzy z porucznikiem „Grotem” na czele. Jak się okazało, trafiłem tym jednym strzałem Niemca w wątrobę i po pół godzinie już nie żył. Wróciłem do oddziału leśnego jako nowy dowódca, na którego można liczyć, a miałem wówczas tylko 22 lata”.

W godzinę po zamachu na ulicy Topolowej żandarmeria dokonała w zemście mordu na mieszkańcach posesji przy Rynku nr 10.

Niemcy podpalili jeden z budynków gospodarczych, wzniecając pożar. Mieszkańców spędzono na plac. Do bezbronnych ludzi niemiecki policmajster Gutberlett oddał strzały z broni automatycznej. Zginęli wówczas: piekarz Konstanty Żebrowski wraz z wnuczką Danutą Żebrowską lat 2, Mieczysław Igła i Edward Królak. W tym samym czasie w innych częściach miasta zabici zostali między innymi: Władysław Włodarczyk, Jan Kopysiński, Stefan Rosik i Ignacy Słomkowski. Łącznie Niemcy zamordowali wówczas w Mińsku Mazowieckim 15 osób. Obecnie przypomina tę zbrodnię pamiątkowa płyta na Starym Rynku.

Walka z okupantem przynosiła również krwawe ofiary wśród ludności polskiej.

Franciszek Zwierzyński

redakcja
redakcja

Latest posts by redakcja (see all)

redakcjaAKTUALNOŚCI
15 maja 2018 roku mijają 74 lata, jak została przeprowadzona w Mińsku Mazowieckim udana akcja likwidacji agronoma powiatowego Kamertensa przez oddział leśny Dęboróg obwodu AK „Mewa”. Warto przypomnieć to zdarzenie. Niemcy na terenie tzw. Generalnego Gubernatorstwa prowadzili rabunkową eksploatację gospodarczą. Na rolników nakładali drakońskie obowiązkowe dostawy płodów rolnych, przekraczające możliwości...